XXIV "Kolejny towarzysz podróży"
Szliśmy w stronę komnaty, w której ostatni raz widziałam Mateusza. Gdy tylko chciałam coś powiedzieć Bonus mnie uciszał. Dotarliśmy w końcu do wielkich drzwi. Otworzyliśmy je. Jęknęły głośno. W środku było przeraźliwie ciemno. Bonus widocznie dobrze znał tę komnatę. Mimo ciemności odnalazł pochodnię wiszącą na ścianie, zdjął ją i podpalił zapałką.
- Skąd wiedziałeś, że tu jest pochodnia?!
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- We wszystkich pomieszczeniach są pochodnie.
No tak. Nie przyglądałam się, ale teraz skojarzyłam, że ogień rozświetlał wszelkie komnaty. Na korytarzach wisiały co dwa kroki po każdej stronie. Zeszliśmy po schodach. Bonus kazał mi stanąć po środku komnaty. W kącie groty zauważyłam żółte kocie oczy. Przestraszyłam się i powiedziałam cicho do swojego towarzysza:
- Tu jest ktoś jeszcze...
Bonus spojrzał na te oczy i uspokoił mnie.
- To Astutus, pamiętasz go jeszcze?
- Moja pantera?
W tej chwili kot wyszedł z kryjówki i całym swoim ciężarem legł na moich stopach. Chyba próbował sprawić wrażenie słodkiego kociaka, bo położył się na grzbiecie i zaczął mruczeć. Udało mu się. Od razu nabrałam większego zaufania. Wyciągnęłam swoje stopy spod jego cielska i podrapałam go za uchem.
- Weźmiemy go ze sobą?
- Astutus należy do pani, więc chyba możemy go wziąć.
Bonus wziął ode mnie pył i szczyptę wsypał w szczelinę, z której słyszałam głos Mateusza, gdy byłam tu poprzednim razem. Resztę pyłu wsypał na nasze głowy. Poczułam się słabo. Nic nie widziałam. Przed oczami miałam wielką czarną plamę. Zakręciło mi się w głowie i upadłam, ale nie poczułam upadku. Tak, jakbym dalej spadała.
full-of-temptation 2007-06-13 17:33:03
skomentuj (5)